Społeczne - Fakty Kaliskie

kontrast:
wielkość czcionki:
A- A+
Dzisiaj jest: 27 wrzesień 2021 Godzina:
imieniny: Mirabella, Urban

Wyszukiwarka

Formularz kontaktowy

Skontaktuj się z nami

Top 2

Top 1

Top mały 1

Społeczne

Kaliscy powstańcy. Trudne losy, które próbują odkryć ich potomkowie ZDJĘCIA

Wszechogarniający strach, walka o każdą kolejną minutę życia, głód, cierpienie – każde słowo opisujące wojnę tylko w niewielkim stopniu oddaje jej dramatyzm. Lata okupacji zostawiły trwały ślad w każdym, kto ją przeżył. Znamię, które determinowało dalsze życie i które często trudno zrozumieć. Jak bardzo - wystarczy poznać historię Marii, Zbigniewa i Barbary Przytułów, kaliskiego rodzeństwa, które walczyło w Powstaniu Warszawskim. Doczekali wolności, ale wydarzenia z okresu zrywu sprawiły, że ich życie sprzed walki było owiane wielką tajemnicą, wieloma niewiadomymi i lukami, które próbują poznać ich potomkowie.

Walkę mieli we krwi. Ojciec kaliskich powstańców był chorążym 29 Pułku Strzelców Kaniowskich. Historię Franciszka Przytuły, układaną z porozrzucanych fragmentów, od lat próbuje otworzyć jego wnuczka  Alexandra Viets, która już wcześniej podzieliła się z czytelnikami portalu faktykaliskie.pl swoimi odkryciami na temat dziadka WIĘCEJ.

Mieszkająca w USA potomkini legionisty o swoich kaliskich korzeniach dowiedziała się w czasie szukania informacji o przeszłości matki, która jak się okazało walczyła w Powstaniu Warszawskim. Podobnie jak jej rodzeństwo. Alexandra Viets o polskim życiu swojej matki i o jej rodzinie wiedziała niewiele, praktycznie nic, prócz tego, że matka przeżyła piekło wojny. Czas okupacji sprawił, że kobieta wymazała ten czas ze swojego życia.

Maria – najstarsza z rodzeństwa Przytułów w 1939 r. otrzymała promocję  do czwartej klasy Gimnazjum im. Anny Jagiellonki. W momencie wybuchu wojny miała 16 lat, jej brat Zbigniew - 14, a Barbara - najmłodsza z dzieci Eugenii z domu Królik i chorążego Franciszka Przytuły - 12.

Franciszek Przytuła w 1935 r. (z dokumentów wojskowych)

Ojciec poszedł na front, ale po kampanii wrześniowej wrócił do Kalisza i zabrał rodzinę do Warszawy. Być może w ten sposób zdeterminował los rodzeństwa, które w stolicy mieszkało całą wojnę. Wiadomo, że dzieci kontynuowały naukę. Z dokumentów wojskowych Marii wynika, że zdała maturę i zaczęła studia medyczne, jej siostra uczyła się w szkole handlowej. O tym, gdzie uczył się Zbigniew wiadomo niewiele. Pewne jest, że matka kaliszan wiedziała o ich konspiracyjnej działalności i nie zabraniała im tego. Tak swoim dzieciom wiele lat później mówiła Barbara. Chociaż szczegółów brak.

Dzieci Marii i Barbary musiały szukać informacji o losach ich matek w okupacyjnej Warszawie ze skrawków przekazanych im wspomnień, ze z pozoru nic nieznaczących uwag czy mimochodem rzuconych komentarzy w sytuacjach, które nagle przywoływały ich matkom obrazy czy uczucia. Alexandra – córka Marii – stworzy z tych migawek całą wspomnieniową książkę – mówi Katarzyna Lubaczewska, która pomaga rodzinie w poszukiwaniach. 

Kaliscy Powstańcy

W ten sposób kaliszanie doczekali wybuchu powstania. Zaangażowani już wcześniej w walkę z okupantem chwycili za broń także w godzinie „W”. W Muzeum Powstania Warszawskiego można znaleźć informacje o pseudonimach bojowych rodzeństwa Przytułów. Wiadomo, że Barbara Przytuła, psudonim „Ada”, brała udział w powstaniu w stopniu strzelca. Więcej informacji nie ma. Najprawdopodobniej walczyła w Śródmieściu. 

Zbigniew Przytuła, pseudonim „Zygfryd”, był żołnierzem Armii Krajowej w batalionie "Kiliński" w 4. kompanii "Watra" i przeszedł szlak bojowy z Woli do Śródmieścia Północ. Niestety, żadnej innej informacji, wzmianki czy relacji na jego temat nie udało się do dnia dzisiejszego odnaleźć – dodaje Katarzyna Lubaczewska. - Maria Przytuła, pseudonimy „Maryna”, „Marysia” i „Woroniecka”, była zaś łączniczką i sanitariuszką Grupy Bojowej "Krybar” walczącej na Powiślu w słynnym plutonie 1105, czyli Kolumnie Motorowej "Wydra"- tej od samochodów „Kubuś” i „Szary Wilk”. Ostatni jej stopień w oddziale to starszy sierżant.

W przypadku najstarszej z córek Eugenii i Franciszka wiadomo zdecydowanie więcej. Na podstawie dokumentów odszukanych przez żyjących krewnych oraz dostępnej literatury udało się odtworzyć całkiem szczegółowo szlak bojowy jej oddziału oraz rolę Marii w powstańczych szeregach.

„Grupa Bojowa „KRYBAR” to jednostka Narodowych Sił Zbrojnych, która przyłącza się do powstania w pełni samodzielna organizacyjnie. Zostaje jej przydzielona do zajęcia i obrony dzielnica Powiśle od Mostu Poniatowskiego na południu, terenu Uniwersytetu na zachodzie, ulicy Karowej na północy do brzegu Wisły na wschodzie. I dwa trudne cele: opanowanie i utrzymanie Elektrowni na Tamce i Uniwersytetu.

Żołnierze „Krybara” podejmowali próby zdobycia terenu Uniwersytetu trzykrotnie: 1 i 23 sierpnia oraz 2 września; wszystkie trzy ataki okazały się jednak bezskuteczne. W ataku 23 sierpnia wzięła na pewno udział Marysia Woroniecka oraz jej koleżanka sanitariuszka o pseudonimie „Czerwona Nela”. Wymienia je wśród pozostałych żołnierzy Włodzimierz Rosłoniec, sam żołnierz „Krybara” i autor wydanej w 1898 r. książki ”GRUPA KRYBAR POWIŚLE 1944”.

Jako sanitariuszka „Maryna” na pewno często jest w szpitalu powstańczym na Powiślu przy ulicy Konopczyńskiego 3, a potem 5.

A oto świadectwo, jakie złożyła w roku 1978 R... Aniela „Nela”, „Czerwona Wyderka (być może ta sama, z którą razem zabezpieczały jako sanitariuszki atak na Uniwersytet 23 września) o udziale „Maryny Woronieckiej” w Powstaniu dla Komisji Historycznej Kobiet:

Powiedziała, że „pamięta „Marynię Woroniecką, dostała Virtuti, była łączniczką na Powiślu, 3 razy przechodziła Aleje Jerozolimskie na Mokotowską, b. dzielna” - brzmią ustalenia z poszukiwań przeszłości Marii Przytuły, później Viets.

Zdjęcie świadectwa „Neli” dla Komisji Historycznej Kobiet

Kiedy było już wiadomo, że powstanie upadnie, żołnierze otrzymali żołd oraz odznaczenia. Awansowała też Maryna Woroniecka, która została mianowana do stopnia sekcyjnej jako patrolowa. Została też odznaczona Orderem Virtuti Militari V klasy na mocy rozkazu Dowódcy Armii Krajowej Nr 461 z 25 września 1944 r. z uzasadnieniem: „za wyjątkową osobistą odwagę, dobry przykład dla otoczenia i dodatnie wyniki w dowodzeniu”.

Najprawdopodobniej w czasie powstania szlaki bojowe oddziałów rodzeństwa przecinały się, więc trójka kaliszan miała pewnie ze sobą kontakt. Z informacji dzieci Barbary – Jacka Grosickiego i Bożeny Simpson - wynika też, że Eugenia Przytuła zginęła w czasie walk, chociaż wieloletnie poszukiwania jakiegokolwiek śladu przez różnego rodzaju organizacje nie dawały odpowiedzi, gdzie i kiedy. Dopiero dzięki projektowi Muzeum Powstania Warszawskiego przygotowującemu listę cywilnych ofiar walk powstańczych ustalono, że kobieta zmarła 8 września 1944 roku Szpitalu Powiatowym w Pruszkowie i została pochowana na tamtejszym cmentarzu.

Potwierdzenie nadania Marii Przytule Orderu Virtuti Militari wydane w Londynie

Złożenie broni

Kapitulacja oznaczała podjęcie kolejnych trudnych decyzji. Opuścić Warszawę wraz z cywilami, czy iść do niewoli razem z kolegami z oddziału.

Wiadomo, że Zbigniew Przytuła, tak jak wcześniej jego ojciec Franciszek w 1939 roku, nie poszedł do niewoli. Trudno powiedzieć, jaki miał plan na przyszłość. Młodsza siostra wspominała go jako wesołego młodego człowieka, który bardzo dobrze się uczył. Wiedziała też, że w czasie wojny był w jednej z grup egzekucyjnych AK, co miało wywołać poważną traumę w tak młodym człowieku. Według Barbary wojenne doświadczenia i może też zawiedziona miłość już po odzyskaniu niepodległości mogły pchnąć go do samobójstwa.  Rodzina, która już wtedy była w Wielkiej Brytanii, szczegółów nie poznała, otrzymała jedynie informację, że Zbigniew nie żyje. Kiedy i jak targnął się na swoje życie - nadal jest zagadką. Podobnie jak i miejsce pochówku. Wiadomo natomiast, że po zakończeniu działań wojennych na pewno raz odwiedził Kalisz. Napisała o tym w liście do Barbary z 13 listopada 1985 roku kuzynka Irena Leśnicka:

Gdy wojna się skończyła, przyjechał do nas Zbyszek, miałam duże mieszkanie, proponowałam aby został u nas, otwierali szkoły, prosiłam, zostań Zbyszku, będziesz się uczył. Tu Ciebie Ojciec i dziewczęta znajdą, że Ciocia a Twoja Mama zginęła w Powstaniu wiedziałam. Nie chciał zostać, mówił, że musi być w Warszawie. Do dziś nie wiem, jaka była przyczyna jego śmierci. Biedny Zbyszko, straszną wojnę przeżył, a zginął na progu Wolności.

Siostry Maria i Barbara poszły natomiast ze swoimi oddziałami do niewoli. Były w gronie około siedmiu tysięcy kobiet, które walczyły w Powstaniu Warszawskim tj. około 30% wszystkich powstańców. W niewoli znalazło się ich około trzech tysięcy.

Barbara Przytuła w momencie kapitulacji powstania była nieletnia. Dlatego trafiła do stalagu w Lamsdorf (Łabianowice) z numerem jenieckim 106670. Jako żołnierz 15 pułku piechoty wychodziła z Placu Grzybowskiego przez ulicę Wolską, ulice które dobrze znała z lat okupacji. W jej legitymacji byłego jeńca wojennego wydanej przez Polskie Siły Zbrojne już po wyzwoleniu, 28 lipca 1945 roku, jest napisane, że pracowała w obozie w Altenbergu w fabryce broni Dietrych. Jako zawód wpisano: uczennica, a jako ostatni przydział wojskowy: 15 pułk piechoty w stopniu strzelca. Podano także datę dezynfekcji, którą przeszła 29 maja 1945 roku. Niestety, Archiwum Stalagu w Łabianowicach twierdzi, że nie ma informacji o jeńcu o takim imieniu i nazwisku – opisuje ustalenia dotyczące walczącej w powstaniu kaliszanki Katarzyna Lubaczewska.

Legitymacja byłego jeńca

Drugim zachowanym przez dzieci dokumentem Barbary z tego okresu jest Legitymacja Armii Polskiej Nr 65 wydana dnia 20 sierpnia 1945 w Paryżu przez Szefa Polskiej Wojskowej Misji Likwidacyjnej. Następnie z Paryża do Londynu Barbara podróżowała z ojcem, który musiał już wiedzieć o jej tam pobycie i wziął urlop z MON w Londynie określony w dokumentach jako „do Francji”, aby ją tam spotkać i zabrać ze sobą. Potem wracała do sił i zdrowia pod jego czuła opieką.

Zdjęcie Barbary i Franciszka z 1945 roku

Zanim nadeszła kapitulacja hitlerowskich Niemiec Maria Przytuła przeszła jeszcze trzy obozy. Była jeńcem nr 141476. Wiadomo, że oddział Marii, który w ostatnich dniach zrywu połączył się z utworzonym Legionem Akademickim 36 Pułku Piechoty broń złożył 4 października 1944 roku na Placu Napoleona (obecnie Plac Powstańców Warszawy). Ze stolicy powstańcy ruszyli do Ożarowa. Stamtąd Maria i współtowarzyszki odjechały do do Stalagu XI B Fallingbostel.

Oto relacja Barbary Bobrownickiej - Fricze, ps. "Oleńka, zamieszczona w książce „Dziewczęta z Oberlangen” która tak opisała drogę do tego stalagu:

Trudno ocenić, jak długo trwała podróż w ciemnych, bydlęcych wagonach. Udręczenie nie mieię w żadnym czasomierzu. Na końcowej stacji wychodziłyśmy na perony ledwo żywe. Uzbrojeni żołnierze niemieccy już czekali. Uformowałyśmy szereści sgi i ruszyłyśmy w drogę. Wachmni pilnowali porządku. Czego jeszcze mogli pilnować? Nogi nasze niosły pochylone plecy i spustoszone głowy. Skąd brać siły po tylu miesiącach walk.

Z innych wspomnień wynika, że żołnierze, szczególnie „września” przygotowali przywiezionym do obozu kobietom walczącym w powstaniu gromkie przywitanie. Patriotyczne pieśni i oklaski wzburzyły hitlerowców. Pierwszy z obozów okazał się obozem na chwilę. Kilka tygodni później kaliszanka wraz ze swoimi towarzyszkami pieszo przeszła do Stalagu XI C/Z w Bergen – Belsen.

Przywoływana już Barbara Ficze – Bobrownicka pisała w swoich wspomnieniach, że przetrwać pozwalało działanie. Dlatego więźniarki za wszelką cenę szukały zajęcia.

Legitymacja Armii Polskiej – w posiadaniu Barbary

Do nowego miejsca przeznaczenia dotarłyśmy tego samego dnia. Został za nami obóz koncentracyjny - sławny już Bergen-Belsen. Za jego drutami nie było widać ludzi. [...] W nowym obozie były mniejsze sale, ale gorsze warunki.(Czerwony Krzyż "nie zagrażał"). W krótkim czasie zaczął się szkorbut. Ruszały się zęby. Krwawiły dziąsła. Nadal nie było wiadomości z kraju. Co tam się działo? Co z naszymi rodzinami? Co na frontach Europy? Niepokój budził wyobraźnię. Wiedziały o tym nasze komendantki. Były to przeważnie nauczycielki. Odpruły oficerskie gwiazdki, by zająć się nami. One wiedziały, jak niebezpieczna jest bezczynność. Zorganizowały - jak w Warszawie podczas okupacji- komplety szkolne. Nie miały, co prawda, podręczników, ale wiedzę w głowach. Dzieliły się nią z nami. Oprócz szkolnych organizowały się zespoły aktorskie. Namówiłam koleżanki, by zrobić na Boże Narodzenie jasełka”. [...] Zbliżało się Boże Narodzenie. Teatrzyk kukiełkowy był gotowy, role nauczone. Wtedy wydano nowe zarządzenie: pakować się. Wyjazd do trzeciego obozu. Zostawiłyśmy nasze dzieło. Porzucone marionetki patrzyły na pożegnanie martwymi oczami. Nie miałyśmy siły, by je zabrać. Może Niemcy dali je pod choinkę swoim dzieciom.

Matka Alexandry Viets została zapisanaw obozie jenieckim w Bergen - Belsen jako Przytulanka lub Woroniecka. Wiadomo, że pracowało jako pielęgniarka i nie opuściła obozu z innymi. Została z umierającą na gruźlicę Elżbietą Głazowską plutonową o pseudonimie „Głazowa”, która zmarła w styczniu 1945 roku.  Jej grób to jedyny zachowana indywidualna mogiła na cmentarzu w Bergen – Belsen.

Zdjęcie listy jenieckiej z Bergen – Belsen z nazwiskiem, numerem i zawodem Marii

Śmierć koleżanki oznaczała dalszą obozową tułaczkę. Maria Przytuła i trafiła do położonego tuż przy holenderskiej granicy na bagnach Oberlangen, gdzie dołączyła do ponad 1700 innych kobiet – powstańców, które dotarły tam w Wigilię 1944 r. Kobiety w mroźnym styczniu 1945 r. musiały pokonać 14 kilometrów z dworca w Lathen do obozu piechotą. Z zapisków osadzonych tam kobiet zamieszczonych w już wspomnianej książce „Dziewczęta z Oberlangen” można wnioskować, że kaliszanka była tam aktywna i udzielała się wśród kobiet - jeńców.

Praktyki religijne w obozie były utrudnione z powodu braku księdza. Po usilnych naciskach Niemcy zgodzili się, aby kapelan pobliskiego obozu jenieckiego Włochów odprawiał co jakiś czas mszę świętą w Oberlangen. Ksiądz ten jednak nie był w stanie spowiadać czy udzielać pomocy duchowej. Dlatego porucznik „Zbigniewa” oraz dyplomowana pielęgniarka „Maryla” poprosiły włoskiego księdza o zaprzysiężenie ich jako spowiedników.Z inicjatywy tych dwóch kobiet została ustanowiona „skrzynka pytań”, która pozwalała zwracać się anonimowo z poważnymi problemami psychicznymi bez obawy wstydu bycia zidentyfikowaną. Celem było zabezpieczenie kobiet więźniów przed traumą psychologiczną, która mogła skłonić je do podjęcia prób samobójczych, które już zdarzyły się w Oberlangen. Pomysł okazał się sukcesem.

Obóz jeniecki kobiet powstańców warszawskich w Oberlangen został wyzwolony 12 kwietnia 1945 r. przez żołnierzy I Dywizji Pancernej Generała Stanisława Maczka. Maria Przytuła zgłasza się do Pomocniczej Służby Kobiet Polskich Sił Zbrojnych i zostaje przetransportowana do Anglii, gdzie przechodzi kurs.

W Królewskie Baziej Wojskowej RAF w Wilmslow i z takimi kwalifikacjami zostaje następnie przeniesiona do sekcji AMU MON w Londynie. Przez jakiś czas siostry Maria i Barbara Przytuła oraz ich ojciec Franciszek przebywają tam równocześnie.

Powojenne losy Barbary i Marii

Dla obu sióstr okres wojny okazał się wyjątkowo traumatyczny. Obie poukładały sobie życie i założyły rodziny, jednak tragiczne doświadczenia czasu wojny sprawiły, że straciły kontakt ze sobą.

Barbara kontynuowała naukę w Glagow, gdzie wyszła za mąż za Zygmunta Grosickiego, który służył w czasie wojny jako radiooperator w Polskiej Marynarce Wojennej. Urodziło się im troje dzieci: córki Bożena i Jadwiga oraz syn Jack. Po emigracji ojca Franciszka do Brazylii utrzymywała z nim, a także z jego siostrą Barbarą w Polsce, kontakt korespondencyjny aż do 1974, kiedy listy przestały od niego przychodzić, a los pozostaje do dziś nieznany – przypomina pomagająca w poszukiwaniach polka mieszkająca w USA.

Barbara Przytuła i jej mąż Zygmunt z Jadwigą i Jackiem przyjechali do Polski w 1971 roku. Odwiedzili głównie rodzinę i przyjaciół Zygmunta, ale z listu kuzynki Ireny Leśnickiej wynika, że byli też w Kaliszu, choć nie spotkali się z nią, czego Irena bardzo żałowała. Polskę odwiedziła też córka Bożena ze swoim mężem Willy’m, ale później. Wspomnienia z dzieciństwa i wojenne przeżycia były dla niej zawsze trudnymi tematami i niechętnie do nich wracała.

Maria Przytuła potrzebowała więcej czasu, by znaleźć stabilizację. Spokój dla kaliszanki oznaczał też zamknięcie rozdziału o nazwie Polska i wyrzucenie klucza do drzwi, które mogłyby jej najbliższych przybliżyć do tamtego czasu. W 1945 r. poślubiła w Londynie lotnika Krzysztofa Grabowskiego. Rok później, po demobilizacji Polskich Sił Zbrojnych, wyjechali do hiszpańskiej Ceuty, gdzie urodził się ich syn Mark. Już w trójkę udali się do Libii, gdzie mieszkali rodzice męża Marii, którzy pracowali dla Armii Brytyjskiej. Kiedy były lotnik dostał pracę w Amerykańskiej Agencji Informacyjnej, przenieśli się do Tunisu.

Zdjęcie Marii Przytuły, wtedy Grabowskiej, w Tunisie w 1947 r., z archiwum córki Alexandry Viets

Drugim mężem Marii został amerykański dyplomata Richard Noyes Viets, z którym miała trzy córki Alexandrę, Katarinę i Lulu. Córki o polskiej rodzinie matki oraz jej wojennych losach I pierwszych latach życia po zakończeniu działań zbrojnych nie widziały nic. Dopiero śmierć matki sprawiła, że Alexandra wyruszyła w długą drogę w przeszłość i odkrywa kolejne epizody z życia Marii.

Wiedzę o krewnych zdobywają poprzez poszukiwania, które zaczęły się 10 lat temu. Maria nigdy po wojnie nie była w Polsce, choć pracował w Warszawie przez jakiś czas jej drugi mąż – zdradza Katarzyna Lubaczewska. - Córka Alexandra przyjechała pierwszy raz do Warszawy w 2011 roku, a drugi w maju 2019 roku, kiedy odwiedziła także Kalisz.

Prośba o pomoc

Wojna zostawiła ślad na osobach, które przeżyły ten czas. Często trauma przechodzi na kolejne pokolenia. Przykładem jest Maria Przytuła, która całkowicie odcięła się od swoich korzeni. Dlaczego? Odpowiedzi szuka właśnie jej córka Alexsandra, która próbuje zrozumieć motywy działania matki. Odkrywając i opisując kolejne karty liczy, że ułoży z tego spójną całość, ale jeszcze wiele brakuje, dlatego liczy na pomoc kaliszan

O ile to możliwe, cenna byłaby każda pomoc w odnalezieniu osób, które znały lub są potomkami krewnych, przyjaciół czy sąsiadów rodziny Przytułów w Kaliszu lub krewnych rodziny matki Eugenii z domu Królik. Może ktoś zna lub jest krewnym osób, które znały Marysię, Zbyszka czy Basię ze szkoły podstawowej imienia Mickiewicza lub Marysię w latach 1936 – 1939 w Gimnazjum imienia Anny Jagiellonki. Może ktoś z rodziny Seweryna lub Andrzeja Leśnickich, synów kuzynki Ireny, przechował zdjęcia komunijne Marysi, o których napisała w liście do Barbary.

Agnieszka Walczak, Katarzyna Lubaczewska

Materiał o losach rodzeństwa Przytuła powstał na podstawie wspomnień, dokumentów i zdjęć w posiadaniu dzieci Marii i Barbary oraz tych, które znajdują się w przestrzeni publicznej dostępnej przez Internet, jak Muzeum Powstania Warszawskiego, archiwa byłych obozów jenieckich, itp., a także w literaturze dotyczącej Powstania Warszawskiego.

Inside Max P

Inside 2

Kategorie P

3R

4R

Poziomy Bottom

5R

Google Ads

Redakcja portalu

https://www.facebook.com/faktykaliskiepl

Kalisz, ul. Śródmiejska 36
tel. 573 950 125
e-mail: media@fundacja-reakcja.pl

Redaktor prowadzący
Anna Miklas-Pęcherz 

Redakcja telewizji

Oglądaj nas na kanale 232 i/ lub 140 

Multimedia Polska/ Vectra oraz na kanale YT

Kalisz, ul. Śródmiejska 36
tel. 573 950 125
e-mail: media@fundacja-reakcja.pl

Redaktor naczelna
Agnieszka Gierz

Fundacja Reakcja

Nadawcą Telewizji Kalisz 

i wydawcą portalu faktykaliskie.pl jest Fundacja Reakcja

Kalisz, ul. Śródmiejska 36
tel. 607 942 977
e-mail: biuro@fundacja-reakcja.pl

Prezes fundacji
Marcin Spętany

https://www.fundacja-reakcja.pl/