Reportaże - Fakty Kaliskie

kontrast:
wielkość czcionki:
A- A+
Dzisiaj jest: 17 czerwiec 2021 Godzina:
imieniny: Laura, Wolmar

Wyszukiwarka

Formularz kontaktowy

Skontaktuj się z nami

Top 1

Top 2

Top mały 1

Top maly 2

Reportaże

Milion złotych na promocję miasta! Jakie są efekty?

Ponad 860 tysięcy złotych wydane w 5 miesięcy na promocję Kalisza i imprez miejskich. To cząstkowy bilans kosztów działania Biura ds. Promocji i Informacji Miejskiej Urzędu Miejskiego w Kaliszu.  Sporo pieniędzy poszło na promocję w trakcie imprez sportowych - w tym przypadku najwięcej pieniędzy przypadło KKS-owi, drogo też kosztowały jednorazowe i kontrowersyjne projekty Ratusza, takie jak wydanie gazety kalisz.pl, czy promocja Budżetu Obywatelskiego. Lwia część poszła tylko na wypłaty dla pracowników nowej komórki Urzędu.  W ciągu całego roku 2015 koszty promocji miasta grubo przekroczą milion złotych.

Biuro ds. Promocji i Informacji Miejskiej Urzędu Miejskiego w Kaliszu działa od kwietnia br.  Jego powstanie było wynikiem polityki promocyjno – informacyjnej nowych władz miasta. Od początku nowy twór budził sporo kontrowersji, głównie z powodu osoby Marcina Andrzejewskiego, który został koordynatorem Biura.  O powstaniu Biura pisaliśmy TUTAJ.

Kontrowersje budziło to, że Andrzejewski był silnie związane z kampanią wyborczą prezydenta Grzegorza Sapińskiego. Wielu kaliszan wytykało mu też jego wykształcenie. Marcin Andrzejewski, jako absolwent szkoły zasadniczej zawodowej (mechanik precyzyjny), nie mógłby startować w konkursie na kierownika Biura. Takiego konkursu zresztą nie było. Pełniącą obowiązki kierownika została zatrudniona już wcześniej w ratuszu Katarzyna Ignaszak, Andrzejewski natomiast tzw. koordynatorem współpracującym na podstawie umowy cywilno – prawnej.

Przedstawione w tabeli kwoty to wartości wynagrodzeń brutto. Koszty poniesione przez Miasto z tytułu powyższych wynagrodzeń są wyższe o składki ZUS i podatki.

Sam Marcin Andrzejewski częściej  skupiał uwagę mediów i opinii publicznej na sobie, niż swojej pracy. Na tzw. złą prasę sam sobie zapracował; "aferę namiotową" od której  próbował odciąć się Marcin Andrzejewski, opisujemy TUTAJ.